WITAMY W SERWISIE
"Zapomnianym przez wielu, przez nielicznych wspominanym." Płynący czas nieubłaganie zaciera pamięć o tych, którzy w tamtym czasie walcząc o ocalenie - przegrali. Oddzieleni od swych rodzin, nierozumiejący szaleństwa i zezwierzęcenia jakiego byli świadkiem, często spoglądają na nas ze starych fotografii, pragnąc zachować się w naszej pamięci. To właśnie z myślą o nich powstała ta strona - pomnik, by nikt i nigdy o nich nie zapomniał.
Wolę zginąć walcząc
WSPOMNIENIA Z II WOJNY ŚWIATOWEJ
Po 65 latach podwórko tych wydarzeń żyje odległym echem przeszłości. Czas rozmywa pamięć o tych, którzy z przerażeniem patrzyli jak kawaleria beznadziei zdobyła przyczółki na ziemi ich ojców, przynosząc ze sobą tchnienie śmierci w postaci dymiących kominów, wznoszących się niczym wyciągnięty palec w niebo i jawnie szydzących z zasad tego siedzącego na górze. Świat, w którym informacje miały utrudnioną drogę do odbiorcy, wprowadzał w postrzeganiu siebie ogromne morze chaosu, stereotypów i niesłusznych oskarżeń, które nawet teraz, po tylu latach od tamtych wydarzeń, potrafią rozpalić na nowo brunatne płomienie.
Jestem osobą tolerancyjną, a przynajmniej za taką się uważam, bo pewności nigdy nie ma. Jako pasjonat historii jestem świadomy istnienia, łagodnie mówiąc, rozbieżności w widzeniu tego, co się kiedyś działo i różnorodności ocen, czy to wydarzeń, czy postaci. I dumny z tego jestem niezmiernie. Wydawać by się mogło, że rzadko książka historyczna może wzbudzić kontrowersje i ostrą polemikę. Dlatego wielu tak zwanych znawców, żyje sobie w przeświadczeniu, że podróżują na spokojnej chabecie, która przez całą swoją ziemską drogę będzie sunąć w jednym tempie, zapewniając osobnikowi podróżującemu na niej maksimum komfortu. Aż tu nagle cherlawa szkapa zamienia się w ognistej krwi rumaka, który nie boi się galopować tam, gdzie jest to cholernie niebezpieczne. I wtedy jeździec ma dosyć, nie wie jak zareagować, wyrwany ze swojego błogiego letargu musi zmierzyć się z tematem sprawy. Czyż to nie jest fascynujące?
Żyjąc w kraju, na ziemiach którego germański najeźdźca postanowił stworzyć przyczółki piekła, mamy skonkretyzowany obraz historii oraz tego, kto był dobry, a kto szuja. Wszelkie odstępstwo od normy traktujemy tak, jakby ktoś próbował uwieść naszą żonę i uprowadzić, w niewolniczych celach, córkę. Święty gniew, rzecz tak charakterystyczna i częsta w ocenie przeszłości, ba częsta nawet w ocenie teraźniejszości i tego, co jeszcze nie zostało zapisane na dziejowych kartach, jest naszym wyznacznikiem jako Polaków. Po części to i dobrze, bo po latach obrywania po dupie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że o własną sprawę trzeba dbać. Niestety często strzałka nagina się niestety i w drugim kierunku, kierunku jakże wstydliwym dla mnie, a prowadzącym do pustej i żenującej pyskówki na poziomie dwóch kogucików ze szkoły podstawowej. Czy tak będzie i w tym przypadku? Obawiam się, że niestety tak…
Żeby być szczerym i obiektywnym, muszę przyznać, że po lekturze tej książki byłem rozbity. Z jednej strony za cholerę nie zgadzałem się z tezami wysuwanymi przez autora, który, moim skromnym zdaniem, popadł w stan prowadzący niebezpiecznie blisko traktu przemierzanego przez wszelkiej maści fanatyków. Z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że jako człowiek, któremu wybito rodzinę, a na niego samego urządzano polowania jak na zwierzynę, musiał stawić czoła przeciwnościom losu obcym nam, żyjącym współcześnie. Trudno wymagać od niego, żeby po takim kopie od losu pałał miłością do ludzi, których obwiniał o nieszczęścia i cale to zło. Zbulwersowany zapomniałem na chwilę, jak powinien się kulturalny człowiek zachować w zetknięciu z innymi argumentami i miałem ochotę zwyzywać autora książki. Chwilka czasu, poświęcona na ochłonięcie, przywróciła mi dzięki Bogu spokój i opanowanie. Wiem, że dla wielu historia opisywana ustami „Chudego Franka” będzie bolesna i bluźniercza. I wiele w tym będzie racji, chyba nikt nie lubi jak opluwa się jego dom i historię. Armia Krajowa nie była zbitkiem antysemickich troglodytów rzucających się na każdego Żyda z kijami, ale należy pamiętać, że niektóre jednostki ten antysemityzm przejawiały. Polacy pomagali, często ryzykując życiem, swoim żydowskim sąsiadom, ale zdarzały się i takie jednostki, które potrafiły zabić dziecko i sprzedać całe rodziny za butelkę wódki. Wojna to ekstremum dla ludzkich wartości i moralności. Często zwycięzcą jest zło, bywa też jednak, że i dobro bierze górę. I my jako ludzie żyjący w dobie swobodnego przebiegu informacji, mogący zapoznać się na spokojnie po wielu latach z ogromem materiału i ogromem spojrzeń na tamten okres, zrozumiemy to co piszę Frank. On też to rozumie, mówi jednak w skali mikro, skali swej małej ojczyzny, która zamieniła się w ziejący ogniem przedsionek piekła. Nie mając takiego przeglądu sytuacji wysnuł takie wnioski, jakie były możliwe w jego przypadku. Ludzie się zabijali na jego oczach, zdradzali i wyrzekali społeczeństwa w imię bredni i idei śmierci. Dzieci przestawały się śmiać, a zaczynały się bać, on sam, jako 17-letni chłystek miał całkowite prawo wyrobić sobie o Polakach takie zdanie, jakie wyrobił. Najsmutniejsze jest jednak to, że on sam, jako Polak wyrzekł się ojczyny, która miast szczęścia dala mu zniszczenie.
Możemy się w wielu rzeczach nie zgadzać i mieć odmienne opinie, ale na Boga nie zabijajmy się po to by bronić swoich racji. Pewien wielki aktor i reżyser, człowiek którego niezmiernie cenię, powiedział kiedyś, że prawda jest jak dupa – każdy ma swoją. I nic tego nie zmieni, a my możemy jako ludzie cywilizowani pilnować, aby się po tej prawdzie nie kopać…
*Dziękuje Wydawnictwu Replika za udostępnienie egzemplarza książki do recenzji.
Autor : Frank Blaichman
Wydawnictwo : Replika
Gdzie kupić :
Piotr Kocoń